Reklama

Pro i contra

Niedziela Ogólnopolska 4/2003

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

"I tylko Polski żal..."

Reklama

Tak smętnie zatytułowała swój artykuł znakomita publicystka Tygodnika Solidarność Teresa Kuczyńska, pisząca w numerze z 17 stycznia br. o kulisach afery: Michnik - Rywin. Zdaniem Kuczyńskiej: "Afera Michnik - Rywin nie tylko ujawniła rozłam na lewicy na obóz Millera i Kwaśniewskiego, ale zaostrzyła go. Szeregi ustawiają się według stosunku do decyzji marszałka Sejmu o zawieszeniu prac nad ustawą o mediach. Część lewicy chce ustawy ograniczającej koncentrację mediów, część - odwrotnie. To «odwrotnie» umożliwi koncernowi Agora zbudowanie największej potęgi medialnej w Europie Środkowo-Wschodniej i kształtowanie przez Michnika sceny politycznej w Polsce. (...) Cała ta intryga, której bohaterami są Adaś, Lew, Wanda, Olo, Robert czy Andrzej, to wielka polityczna gra. Jej osią jest walka o taki zapis ustawy, by Michnik mógł kupić Polsat i zbudować najpotężniejszy w Europie Środkowo-Wschodniej koncern medialny. Podziały polityczne na tym tle przebiegają niekoniecznie według obecnych podziałów partyjnych. Tak na przykład w czasie ostatniego programu TVP Tygodnik Polityczny Jedynki, w którym tradycyjnie biorą udział politycy koalicji rządzącej i opozycji, po raz pierwszy podział nie przebiegał po tej linii, ale przede wszystkim zarysował się on pośród polityków lewicy. Obóz Millera bronił ustawy, obóz Kwaśniewskiego ją krytykował.
Gazeta Wyborcza od dawna gra na rzecz formacji Kwaśniewskiego i stworzenia przez niego lewicowej partii centrowej z tzw. PZPR-owskich reformatorów, dziś sprawujących władzę z ramienia SLD, z ludzi Unii Wolności, części Platformy Obywatelskiej i młodzieży z SLD, której karierę blokuje starszyzna. Przed próbą tworzenia nowoczesnej partii środka na bazie postkomunistów trzeba jednak było najpierw ich dobrze wyprać ze zbrodniczej przeszłości. Ich i swoje własne otoczenie. I temu poświęcił się Michnik przez trzynaście lat istnienia jego gazety. Zajadle zwalczał dekomunizację i lustrację, manifestował przyjaźń z najgorszymi ubekami, z Kiszczaka uczynił «człowieka honoru» i wszystkimi siłami dążył do zamknięcia na zawsze archiwów, kryjących zbrodnie komunistyczne. Zawarł pakt z biznesem nomenklaturowym, który powstał na fundamencie rozkradzionego publicznego majątku, i objął go ochronnym parasolem. Zresztą i sama Gazeta Wyborcza uwłaszczyła się na majątku społecznym. Przy współdziałaniu objętych ochroną przez nią PZPR-owskich polityków i biznesmenów udało się stworzyć Michnikowi potężny koncern medialny, a pragnie go uczynić jeszcze potężniejszym. Bo żądza władzy i wpływów jest motorem napędzającym jego ekspansję. W tym celu gotów jest sprzymierzyć się z każdym.
Michnik i Kwaśniewski są sobie potrzebni wzajemnie. Łączy ich głęboka przyjaźń od 1989 r. I współdziałanie. Swoimi wpływami, także za granicą, Michnik wylansował swojego przyjaciela na prezydenta; teraz razem konstruują polską scenę polityczną, rozdają karty do gry o nią. O wpływy i majątki. Wpływ obywateli jest coraz mniej znaczący" (...).

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Niejasności wokół afery

Reklama

Autor lewicowego Przeglądu z 19 stycznia - Robert Walenciak w tekście zatytułowanym: Co tam wina Rywina... zwraca uwagę na różne dziwne niejasności wokół kulisów afery: Michnik - Rywin. Jak przypomniał Walenciak: "Po pierwsze, jest niemal pewne, że rozmowa nagrana przez Adama Michnika obejmuje tylko część wizyty, którą Lew Rywin złożył w redakcji Gazety. Obaj panowie najpierw się przywitali, potem wyszli na taras, gdzie długo rozmawiali (nie wiadomo o czym), i dopiero potem wrócili do gabinetu - tam, gdzie pracował sprzęt nagrywający.
Po drugie, zadziwiający jest mało parlamentarny język obu rozmówców. No i mało wyraźny. Czyżby raczyli się alkoholem?
Po trzecie, w materiale Gazety Lew Rywin przedstawiany jest jako osoba mało znana szefom Agory i Gazety Wyborczej, wręcz obca. Tymczasem tak chyba nie jest. Jeden z naszych rozmówców przypomniał, że parę lat temu Rywin zrobił Agorze sporą przysługę. Otóż zaangażowana była ona kapitałowo w Canal+. Ale ponieważ stacja funkcjonowała tak sobie, Agora postanowiła wycofać zainwestowane pieniądze. I wtedy bardzo pomógł jej Lew Rywin, który w Canal+ był najpierw szefem zarządu, a potem prezesem rady nadzorczej. To dzięki niemu - twierdzi nasz rozmówca - Agora mogła wycofać się z przedsięwzięcia nie tylko bez szwanku, ale nawet z finansową korzyścią.
Może więc wcześniejsza współpraca zachęciła Rywina do składania tak kompromitujących propozycji? (...) Na razie najśmieszniejsza w całej sprawie jest postawa Adama Michnika, którego w ubiegłym tygodniu mogliśmy obejrzeć i wysłuchać w dwóch telewizyjnych programach - Kropka nad i i Gość Jedynki. W obu redaktor Gazety Wyborczej pouczał rozmawiających z nim dziennikarzy, jakie pytania powinni mu zadawać, a jakich nie, czym się powinni interesować, a czym nie, jakie wątki w sprawie są istotne. (...)
Jednocześnie bardzo się złościł, gdy dziennikarze pytali go o sprawy oczywiste: dlaczego Gazeta pół roku trzymała sprawę w tajemnicy, jaki jest związek publikacji z kończącymi się pracami nad nowelizacją ustawy o radiofonii i telewizji. Ustawy, przeciwko której spółka Agora - ustami swojej prezes - obiecała wytoczyć wszystkie możliwe działa. I, okazało się, skutecznie, gdyż po publikacji artykułu Ustawa za łapówkę prace nad nowelizacją zostały wstrzymane (...)".

Czy sprawa rozejdzie się po kościach?

W ocenie Piotra Najsztuba (w czasie jego wywiadu z marszałkiem Sejmu Markiem Borowskim pt.: Sejm daje zarobić, Przekrój z 17 stycznia) cała afera rozmydli się i w końcu nic nie zostanie wyjaśnione. Jak twierdzi Najsztub: "Rywin przyznał się, że to nie premier wysłał go do Gazety, ujawnił dwa nowe nazwiska - byłego członka Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Andrzeja Zarębskiego i prezesa TVP Roberta Kwiatkowskiego jako tych, którzy należą do grupy, w imieniu której działa. Obaj publicznie zaprzeczyli. Wszystko wskazuje na to, że niczego więcej prokurator się nie dowie. Nie będzie mógł też oskarżyć Rywina z paragrafu o łapówkach, bo ścigani z niego są funkcjonariusze służby publicznej, a żadnej takiej funkcji ten producent filmowy nie pełni. Prokuratura umorzy więc sprawę za mniej więcej dwa miesiące. Może lepiej było nie wszczynać takiego postępowania, które ma się skończyć umorzeniem, bo opinia publiczna będzie bardzo niezadowolona?"

Zupa na gwoździu

Coraz powszechniejsze jest przekonanie, że Polska fatalnie wpadła w ostatecznym efekcie negocjacji z UE w Kopenhadze. Czołowy publicysta Najwyższego Czasu Stanisław Michalkiewicz pisze w tekście Szelest figowego listka (nr z 11 stycznia): "Po podpisaniu ekonomicznych warunków w Kopenhadze widać wyraźnie, że Polska ugotowała sobie zupę na gwoździu. Żadnych cymesów spodziewać się w związku z tym nie może; raczej dopłaci do interesu (...)".

Podrwiwają nawet z Kwaśniewskiego

Coś przełomowego stało się na lewicy. Bój między frakcjami prezydenta i premiera musiał dojść do zenitu. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, co się stało w Trybunie (ten sam numer z 11 stycznia, gdzie Szubartowicz podrwiwał z lisich podrygów Michnika). Otóż nagle dla SLD-owskiej gazety sam Kwaśniewski przestał być nietykalną "świętą krową". Dziennikarz Trybuny anonsuje już w tytule I Kwaśniewski nie pomógł. A potem czytamy m.in.:
"Doświadczaliśmy tego i w Polsce. Kolejny raz w ubiegłym tygodniu, gdy sam prezydent Kwaśniewski dwa dni przed wyborami zaprosił Adamkusa do Warszawy, obcałowując i ściskając go w świetle polskich i litewskich kamer. Przekonywał, że jest to najlepszy kandydat, przywoływał jego sukcesy. I co? Ano nic. Litwini najzwyczajniej niewiele sobie robili z tych prezydenckich umizgów. W najbardziej polskiej bowiem części Litwy, na Wileńszczyźnie, postawili na Paksasa. Podobnie jest zresztą w przypadku Leonida Kuczmy, którego nasz prezydent także wspiera, gdzie i kiedy może, a Ukraińcy i tak wiedzą swoje".

Wyrolowane polskie rolnictwo

Nader krytycznie ocenia warunki wynegocjowane w Kopenhadze dla polskiego rolnictwa autorka z Newsweeka Amelia Łukasiak. W publikowanym 19 stycznia tekście pt.: Rolowanie roli Łukasiak pisze m.in.: "Na unijnych dopłatach dla rolnictwa stracą ci, którzy mieli szansę konkurować z zachodnimi farmerami. Koalicjanci z SLD i PSL, zadowalając swoje elektoraty, zabili reformę polskiej wsi".
Łukasiak cytuje m.in. nader krytyczną ocenę warunków z Kopenhagi, wyrażoną przez znanego przedtem z wielkiego euroentuzjazmu Jacka Soskę, szefa Wiejskiego Centrum Integracji Europejskiej. Zdaniem Soski: "Negocjacje zakończyły się sukcesem, ale to sukces Unii. Przyjęliśmy warunki przekreślające rozwój naszego rolnictwa".
Jak pisze Łukasiak: "Soska twierdzi, że rząd poszedł na łatwiznę, wprowadzając system dopłat uproszczonych (od hektara), bo boi się, że nie uda mu się uruchomić systemu ewidencji gruntów i liczenia zwierząt AIACS, potrzebnego do otrzymywania od Unii dopłat do produkcji. Aby otrzymać tą drogą pieniądze, trzeba by dokonać ewidencji wszystkich gruntów i wszystkich zwierząt. Budowie AIASC towarzyszyło pasmo skandali i afer, najpierw z zatrudnieniem w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, która AIASC tworzy, niekompetentnych urzędników z PSL-owskiego nadania, a następnie kolczykowaniem zwierząt. Do obsługi systemu zatrudniono i przeszkolono już 4 tys. z planowanych 5,2 tys. urzędników.
I okazuje się, że niepotrzebnie. - Przy dopłatach do hektara rolnik, aby dostać pieniądze, będzie musiał wypełnić prostą ankietę na temat tego, ile ma ziemi - mówi Newsweekowi Soska. Według niego, z tą nieskomplikowaną buchalterią poradzi sobie każda gmina. Ale rząd wyłożył już na Zintegrowany System Zarządzania i Kontroli AIACS 124 mln zł - i nie może przyznać, że pieniądze poszły w błoto. A to oznacza, że my, podatnicy, będziemy utrzymywali rzeszę urzędników minimum przez najbliższych kilka lat".

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Administrator apostolski Ceuty: Kościół wykazał się dojrzałością w obliczu kryzysu migracyjnego

2026-08-06 10:12

[ TEMATY ]

migranci

Ceuta

PAP/EPA

Administrator apostolski diecezji Kadyksu i Ceuty, bp Ramón Valdivia, broni działań Kościoła podczas kryzysu wywołanego masowym napływem nielegalnych migrantów do Ceuty 30 lipca. W wywiadzie dla hiszpańskiego tygodnika Vida Nueva podkreślił, że diecezja od pierwszych godzin koordynowała pomoc, a Kościół - jak stwierdził - „wykazał się dojrzałością” wobec sytuacji będącej zarazem „międzynarodowym kryzysem politycznym” i „ludzkim dramatem”.

Bp Valdivia poinformował, że już po odnotowaniu pierwszych nielegalnych przekroczeń granicy diecezja, we współpracy z proboszczami, Caritas i Delegaturą ds. Migracji, rozpoczęła organizowanie pomocy. Weekendowe zbiórki przeznaczono na wsparcie osób przybywających do miasta, choć - jak przyznał - nikt nie przewidział skali wydarzeń.
CZYTAJ DALEJ

DJ Padre Guilherme przyciąga tysiące słuchaczy. Z zysków z koncertów spłacił... zadłużenie parafii

2026-08-06 07:08

Padre Guilherme FB zrzut

Padre Guilherme

Padre Guilherme

Kilkadziesiąt tysięcy miłośników muzyki elektronicznej z chrześcijańskim przesłaniem uczestniczyło na przełomie lipca i sierpnia w koncertach portugalskiego kapłana i didżeja ks. Guilherme Peixoto. Artysta, występujący pod pseudonimem DJ Padre Guilherme, wkrótce rozpocznie trasę po Europie Środkowo-Wschodniej, która obejmie również Polskę.

Ostatni koncert duchownego odbył się w miejscowości Caxinas na północy Portugalii i po raz kolejny zgromadził tłumy słuchaczy. Wśród uczestników znaleźli się parafianie z okolic Póvoa de Varzim w dystrykcie Porto, mieszkańcy Vila do Conde oraz liczni turyści.
CZYTAJ DALEJ

Bp Piotrowski, uczestnik 45 Pieszej Pielgrzymki Kieleckiej: w pielgrzymowaniu jest wiele duchowego dobra

2026-08-06 19:53

[ TEMATY ]

bp Jan Piotrowski

#Pielgrzymka

BP KEP

Bp Jan Piotrowski

Bp Jan Piotrowski

W pielgrzymowaniu jest wiele duchowego dobra, życzę więc wytrwałości tym, którzy z prastarej Wiślicy podążają na Jasną Górę, aby mieli duchową satysfakcję, a tym którzy wspomagają ich duchowo, aby to czynili ochotnie - mówi w rozmowie z KAI biskup kielecki Jan Piotrowski, który jest jednym z pielgrzymów 45 Pieszej Pielgrzymki Kieleckiej na Jasną Górę.

Rozpoczęła się ona wczoraj w Wiślicy. Przed pielgrzymami ok. 210 km drogi. Do jasnogórskiego sanktuarium dotrą 13 sierpnia.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję