Fatima to sanktuarium prawdopodobnie najdalej w Europie oddalone od polskich granic. Jednocześnie jest ono chyba – obok Jasnej Góry – najbardziej związane z polskimi sprawami.
Wszystko zaczęło się w roku 1917. Splot wydarzeń historycznych spowodował, że Fatima jest nam bliska nie tylko ze względu na charakterystyczny rys pobożnościowy, który z taką łatwością przyjął się w naszym kraju (nabożeństwa fatimskie czy cześć oddawana Maryi w pierwsze soboty miesiąca). Objawienia miały miejsce w czasie, kiedy na drugim krańcu Europy, a dokładnie – tuż za polską wschodnią granicą, wzięła swój początek jedna z najbardziej antyreligijnych ideologii. Ateistyczny komunizm, jak chcieli jego piewcy, miał wkrótce zapanować nad całym światem. Niedługo później, tym razem na zachód od Polski, na świat przyszedł kolejny potwór. Historycy do dziś zastanawiają się, który system bardziej zasługuje na miano Antychrysta: komunizm czy faszyzm.
Czasy współczesne nie pozostawiają jednak cienia wątpliwości. Przesłanie fatimskie jakby na nowo staje się aktualne. Za naszą wschodnią granicą coraz szersze kręgi zakreślają swymi działaniami prorosyjscy separatyści. Umierają już nie tylko umundurowani uczestnicy konfliktu, ale setkami giną też cywile. Widok ze wschodnich terytoriów budzi nasze najgorsze skojarzenia: zbombardowane budynki, zniszczona infrastruktura, rozpaczliwie płaczące kobiety. Przypomnienie fatimskiego przesłania w takiej sytuacji wydaje się wręcz nieodzowne. „Odmawiajcie codziennie Różaniec, aby wyprosić pokój dla świata” – te słowa dzieci fatimskie usłyszały już podczas pierwszego objawienia. Matka Najświętsza prosiła też o to, by zawierzyć jej Niepokalanemu Sercu Rosję. Dzisiaj, jak chyba nigdy dotąd, widzimy potrzebę nawrócenia tego ogromnego kraju. Nie wiemy, kiedy nastąpi ten moment, tak bardzo wyczekiwany przez świat wierzący. Jeśli jednak na Wschodzie leje się dzisiaj krew, a rytm życia tysięcy ludzi wystukują wybuchy z dział – nie pozostaje nic innego, jak na nowo zaufać fatimskiemu przesłaniu i chwycić za Różaniec w intencji pokoju.
Redakcja „Niedzieli” zaprasza do specjalnej krucjaty różańcowej, która niech potrwa aż do momentu, kiedy za naszą wschodnią granicą zapanuje pokój. Na stronach internetowych „Niedzieli” powstanie specjalna zakładka, w której można wpisywać swe deklaracje – każdy z nas niech każdego dnia odmówi Różaniec za Ukrainę. Być może w niektórych parafiach pojawią się inicjatywy wspólnej modlitwy – prosimy w tej sprawie o sygnały z terenu. Na pewno opiszemy ciekawe pomysły.
Pierwszym kanonizowanym świętym jest ewangeliczny Dobry Łotr, którego krzyż stał obok Krzyża Jezusowego na Kalwarii. Formułą kanonizacyjną były słowa Chrystusa: „Dziś jeszcze ze mną będziesz w raju”
(Łk 23, 43). W przypadku Dobrego Łotra widać najwyraźniej bezgraniczną moc Bożego miłosierdzia. On sam pokazuje jednocześnie, że w każdej chwili, nawet w ostatnim momencie życia, można jeszcze powrócić
do Boga. Trzeba jedynie wyznania win, szczerej skruchy, żalu za popełnione grzechy i bezgranicznego zaufania Bogu. To, czego doświadczył Dobry Łotr na Kalwarii w dniu, w którym umarł Chrystus, można bez
obawy nazwać spowiedzią.
Imię Dobrego Łotra - Dyzma - znamy z apokryfów. Jeden z nich mówi, że Matka Boża, uciekając razem ze św. Józefem i Dzieciątkiem Jezus do Egiptu, zatrzymała się w jednej z przydrożnych
gospód. Miała ona należeć do rodziców Dyzmy, który w ten sposób pierwszy raz w swoim życiu spotkał Chrystusa. Później zszedł na złą drogę, ale ostatecznie, dzięki postawie na krzyżu, dostąpił zbawienia.
Kościół na Wschodzie czci Dyzmę jako męczennika. W Polsce w sposób szczególny oddaje się cześć Dobremu Łotrowi w archidiecezji przemyskiej. Jest patronem skazanych na śmierć oraz grzeszników wracających
do Boga. Liturgiczne wspomnienie Dobrego Łotra Kościół obchodzi 26 marca.
To - wbrew pozorom - bardzo trudne i poważne pytanie. Przecież w głowie się nie mieści zestawienie razem dwóch słów: „dobry” i „łotr”. Za życia byłem pospolitym kakoűrgos, czyli kryminalistą i recydywistą zarazem. Byłem po prostu ZŁOCZYŃCĄ (por. Łk 23,39-43). Wstyd mi za to. Naprawdę... Nie czyniłem dobra, lecz zło. Dlatego też do tej pory czuję się zażenowany, kiedy ludzie nazywają mnie Dobrym Łotrem... W moim życiu nie mam właściwie czym się pochwalić, więc wolę o nim w ogóle nie mówić. Nie byłem przykładem do naśladowania.
Moje prawdziwe życie zaczęło się dopiero na krzyżu. Faktycznie zacząłem żyć na parę chwil przed śmiercią. Obok mnie wisiało Dobro Wcielone - Nauczyciel z Nazaretu, który przeszedł przez życie „dobrze czyniąc” (por. Dz 10,38). Zrozumiałem wtedy, że aby naprawdę ŻYĆ, to wpierw trzeba po prostu umrzeć! I ja umarłem! Naprawdę umarłem! Wtedy wreszcie dotarło do mnie, że totalnie przegrałem życie... Właśnie w tym momencie Jezus wyciągnął do mnie pomocną dłoń, choć ta nadal tkwiła przymocowana do poprzecznej belki krzyża. Właśnie w tej chwili poczułem na własnej skórze siłę miłości i przebaczenia. Poczułem moc, którą dać może tylko świadomość bycia potrzebnym i nadal wartościowym, nadal użytecznym - człowiekiem... W końcu poczułem, że ŻYJĘ naprawdę! Wcielona Miłość tchnęła we mnie ISTNIENIE!
Może więc dlatego niektórzy uważają mnie za pierwszego wśród świętych. Osobiście sądzę, że to lekka przesada, lecz skoro tak myślą, to przecież nie będę się im sprzeciwiał. W tradycji kościelnej nadano mi nawet imię - Dyzma. Pochodzi ono z greki (dysme, czyli „zachód słońca”) i oznacza: „urodzony o zachodzie słońca”. Przyznam, iż jest coś szczególnego w znaczeniu tego imienia, bo rzeczywiście narodziłem się na nowo, właśnie o zachodzie słońca, konając po prawej stronie Dawcy Życia.
Jestem patronem więźniów (również kapelanów więziennych), skazańców, umierających, pokutujących i nawróconych grzeszników. Oj! Sporo ludzi obrało mnie za orędownika. Ci pierwsi wydają nawet w Polsce specjalne pismo redagowane właśnie przez nich, które nosi tytuł... Dobry Łotr.
Sztuka przedstawia mnie na wiele sposobów. Raz jestem młodzieńcem, innym razem dojrzałym mężczyzną. W końcu zaś mam wygląd zmęczonego życiem starca. Co artysta to inna wizja... Któż może nadążyć za sztuką?.. Na pewno nie ja!
Zwykle moim jedynym strojem bywa opaska na biodrach lub tunika. Natomiast na ikonach jestem ubrany w czerwoną opończę. Krzyż, łańcuch, maczuga, miecz lub nóż stały się moimi atrybutami.
Cóż takiego mogę jeszcze o sobie powiedzieć? Chyba tylko tyle, że Bóg każdemu daje szansę. KAŻDEMU! Skoro dał ją mnie, to może również dać ją i Tobie! Nikt nigdy przed Bogiem nie stoi na straconej pozycji! I tego się w życiu trzymajmy!
Z wyrazami szacunku - św. Dobry Łotr
Blisko 30 uczniów szkół średnich wzięło udział w warsztatach biblijnych, które odbyły się 23 marca w Wyższym Seminarium Duchownym w Świdnicy, przygotowując się do diecezjalnego etapu Ogólnopolskiego Konkursu Wiedzy Biblijnej.
Spotkanie było nie tylko nauką przed konkursem, ale przede wszystkim doświadczeniem żywego Słowa Bożego. – Ogólnopolski Konkurs Wiedzy Biblijnej to nie tylko rywalizacja, ale też spotkanie z żywym Słowem i ludźmi, którzy nim żyją – podkreśliła Joanna Rudy z Civitas Christiana, diecezjalna koordynatorka konkursu.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.